Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Szał na winyle trwa. Od czego zacząć muzyczną przygodę?

1

Przez kilkadziesiąt lat płyta winylowa była głównym nośnikiem muzyki, jaki posiadano w domach. Single, pocztówki dźwiękowe, płyty długogrające. Ale w latach 90. wszystkie poszły do lamusa. A czasem nawet na śmietnik. Po czasie okazało się, że poczciwy winyl ma nie tylko zalety estetyczne, ale też znakomicie brzmi.

Materiały prasowe
Szał na winyle trwa. Od czego zacząć muzyczną przygodę?

Historia płyt winylowych zaczęła się w XIX wieku, ale nie trzeba sięgać do prehistorii, aby zrozumieć jej fenomen oraz przyczyny wielkiego powrotu. Przez lata alternatywa po prostu nie istniała. Dopiero nadejście ery komputerów, upowszechnienie elektronicznych sprzętów, obniżenie ich ceny, fascynacja miniaturyzacją mogły przynieść takie wynalazki, jak odtwarzacz CD czy Walkman.

Początkowo nikt nie przejmował się przesadnie jakością dźwięku nowych nośników

Liczył się mały rozmiar. W przypadku płyty kompaktowej także fakt, że jest odporniejsza i niepodlegająca zużyciu. Odtwarzana 100 razy piosenka grała tak samo, bez pogorszenia jakości. CD wyparły winyle, potem kompakt zastąpiło MP3, a dziś i ten ostatni format umiera. Sprzedaż plików zastąpił streaming. Ostatniej części tej muzycznej ewolucji towarzyszy powrót płyt winylowych. Ogromnych, nieporęcznych, wymagających odpowiedniego sprzętu, nietanich – słowem niedzisiejszych. Dlaczego?

Powodów jest kilka

Dla niektórych najważniejszy jest aspekt kolekcjonerski. Płyty poukładane jedna obok drugiej na półce to muzyczny odpowiednik biblioteki. Playlista na Spotify tego nie zastąpi. Innym chodzi o kwestie estetyczne – kontakt z dużą okładką. To ważne zwłaszcza przy starszych płytach. Rozkładane okładki często były małymi dziełami sztuki. Do tego opowiadały historie ściśle związane z samą muzyką.

Bardziej obiektywna jest kwestia jakości dźwięku. Winyle od wszystkich następców dzieli podstawowa kwestia – sposób zapisania na nich muzyki. Wszystko, co znamy od 25 lat, to zapis cyfrowy. Pozwala na dokładną obróbkę dźwięku, do tego jest z reguły dopasowany do sprzętów, z których dziś korzystamy. Ale nie jest tak bliski temu, co w studiu tworzą muzycy, jak nośnik analogowy.

Winyl przedstawia zapis dźwięku w niezmienionej postaci. Jest maksymalnie zbliżony do tego, co działo się w studiu, gdy artyści rejestrowali swoje partie wokalu, gitary, perkusji. Ale jest też obarczony pewnymi wadami. Przede wszystkim – zużywa się z każdym odtworzeniem. Jest też wrażliwy na wszystkie zarysowania, nawet najdrobniejsze – nie wspominając o pyłkach kurzu. Ale dla tej jakości warto się pomęczyć.

Od czego zacząć?

Kusić może najprostsze rozwiązanie, czyli kombajn z wbudowanymi głośnikami. Na przykład taki, jaki dostaniemy w Biedronce. Kosztuje od 150 do 300 zł. To sympatyczny gadżet, ale nie ma nic wspólnego z dotarciem do ukrytej w winylu jakości. Jeśli naprawdę chcemy skorzystać z tego, jak brzmi longplay, trzeba przygotować się na odrobinę większy wydatek.

Zacznijmy od samego gramofonu, zwanego też adapterem. Popularne wśród winylomaniaków firmy to Technics, Akai i Hitachi. Lubiane są też sprzęty od większych koncernów – Sony, Philipsa, Yamaha czy Pioneer.


Kolejny element to zestaw stereo ze wzmacniaczem – duże, prostokątne pudło z pokrętłami głośności, basu czy balansu. Często wybierane marki to Technics, Onkyo, Sanyo, Denon, Marantz, ale też Yamaha czy Sony. Być może masz takie w domu. Czy puścisz przez nie winyl? Możesz to sprawdzić sam – zobacz, czy przy wyborze źródła dźwięku (np. CD czy radio FM) jest też opcja Phono. Jeśli tak, wtedy na pewno z tyłu skrzynki jest wejście na dwa kable (cinch) od adaptera. A jeśli masz już zestaw muzyczny, np. kino domowe, a brakuje tam wejścia Phono, możesz dokupić mniejszy i tańszy element – przedwzmacniacz RIAA.

Adapter i wzmacniacz zajmą trochę przestrzeni na szafce, ale z reguły prezentują się bardzo elegancko i nadają szyku pomieszczeniu, w którym lokujemy sprzęt. Całości dopełni ostatni składowy element – głośniki lub kolumny.

Pozostaje pytanie o cenę. I o to, czy kupić nowe, czy używane

Tu jednej odpowiedzi nie ma. W wersji budżetowej każdy z tych elementów można kupić za kilkaset złotych. Możemy je brać osobno, możemy też przejść się do sklepu muzycznego czy elektronicznego marketu. Tam zazwyczaj dostępne są gotowe zestawy od jednej firmy. Zdecydowanie tańszym sposobem będzie szukanie sprzętu używanego. Ma on również tę zaletę, że starsza technologia potrafi być lepiej przystosowana do odtwarzania konkretnie winyli. Zakup od prywatnej osoby to jednak ruletka. Elektronika psuje się na dziesiątki sposobów – nie ma pewności, że twój sprzęt nie będzie miał wad. Nawet gdy kupisz zestaw od firmy zajmującej się naprawami, nie wiadomo, czy za pół roku kolejna renowacja nie okaże się konieczna.

To cię też zainteresuje: Cenisz ciszę w domu? To idealne rozwiązanie dla ciebie

Przy bardziej zasobnym portfelu można dostać zawrotu głowy, jeśli chodzi o wybór. Nie tylko podstawowy sprzęt może kosztować parę czy paręnaście tysięcy. Audiofilskie salony oferują specjalne kable, akcesoria, części do gramofonu czy wzmacniacze lampowe. Nie dajmy się jednak zwariować - do usłyszenia magii winyla nie są potrzebne tysiące złotych. Warto zapamiętać jedną, bardzo ważną zasadę – dźwięk ma się po prostu podobać.

Do gotowego zestawu potrzeba już tylko płyt

Tu też warto odrobinę się orientować. Najlepsze jakościowo są tak zwane "1st pressy", czyli pierwsze wydania. Są także najdroższe. Jednak w przypadku płyt tłoczonych jeszcze przed latami 90. możemy być pewni, że także kolejne edycje to zapis analogowy.

Sytuacja zmienia się przy późniejszych wydaniach czy współczesnych reedycjach starych płyt. Źródłem zapisu bywa najczęściej, niestety, dźwięk cyfrowy. Kupując za 50 zł nową płytę w markecie, możemy dać pieniądze za muzykę, która formalnie nie różni się wiele od CD. W praktyce – winyl i tak gra inaczej, a ogromnej okładki nic nie zastąpi. Pozostaje tylko kupić półkę, na której zmieszczą się 12-calowe opakowania z winylami. O dziwo, najpopularniejszym wyborem jest… regał Kallax z Ikei. Idealnie pomieści ok. 200 longplayów.

0

Design do nauki i pracy – te rzeczy warto mieć

4

Pracę i naukę można umilić oraz usprawnić, odpowiednio wyposażając biuro – także to domowe. Chodzi zarówno o podstawowe meble, czyli biurko i krzesło, jak i dodatki. Sprawdź, co warto mieć!

Materiały prasowe
Design do nauki i pracy – te rzeczy warto mieć
CZYTAJ DALEJ

Najbardziej "zielone" miasto świata. Drzewa są wszędzie, nawet na budynkach

12

Nie da się temu zaprzeczyć: działalność człowieka niszczy planetę. Globalne ocieplenie, smog, wycinka lasów - lista przewinień ludzkości jest niestety spora. Są jednak pomysły, by spróbować ocalić Ziemię. Jedno z najbardziej efektownych rozwiązań powstaje w Chinach.

Materiały prasowe
Najbardziej "zielone" miasto świata. Drzewa są wszędzie, nawet na budynkach
CZYTAJ DALEJ