Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Światowa kolebka globalizacji

0

Pustynie Półwyspu Arabskiego są głównym siedliskiem najbardziej aromatycznych roślin na świecie. Spiekota i susza wyjaławiające te ziemie sprzyjały ich ewolucji. Roślinność pustynna „kompensowała” brak wydajności intensywnością smaku, zapachu i mityczną potęgą działania, którą to łatkę dorabiali im później sprytni sprzedawcy. Liście wielu gatunków wydzielają olejki eteryczne, zapewniające ochronę przed upałem, suszą i roślinożercami.

unsplash.com
Światowa kolebka globalizacji

Pliniusz Starszy nazwał region gór Zufaru mianem Arabia Felix, Herodot zaś pisał, że obszar ten wydziela cudownie słodką woń. Arabię Felix uznać można za kolebkę światowego handlu roślinami i substancjami aromatycznymi. Gary Paul Nabhan poszedł w swej książce „Kumin, kakao i karawana. Odyseja aromatyczna” jeszcze dalej, tu właśnie lokując jedno ze źródeł globalizacji.

Najcenniejsza przyprawa aromatyczna

Wierzący palili je, by dym mógł wznieść się ponad świat doczesny jako ofiara dla Stwórcy, którego urzec miała mieszanka zapachu sosny i wanilii.

W Zufarze znajdziemy dzikie krokusy spokrewnione z szafranem, kory będące krewnymi cynamonu, fenkuł, por, czosnek, cebulę, gumy i żywice. W jednym z najbardziej jałowych środowisk Zufaru, Nejdzie, kryje się, wypływająca z pnia kadzidłowca, guma olibanowa. Jest to aromatyczna żywica, przyprawa, kadzidło, jeden z najbardziej pożądanych artykułów we wczesnym okresie globalnego handlu korzennego. W okresie największej popularności, za czasów cesarstwa rzymskiego, olibanum było cenniejsze niż jakakolwiek inna substancja aromatyczna.

W Babilonie bogacze rozkoszowali się jego dymem, nasycając ciała przed orgiami. Wierzący palili je, by dym mógł wznieść się ponad świat doczesny jako ofiara dla Stwórcy, którego urzec miała mieszanka zapachu sosny i wanilii. Ciężarne beduińskie kobiety do dziś żują gumę olibanową, wierząc, że dzieci będą wieść bogate życie intelektualne i duchowe.
Karawany z olibanum

Pod koniec epoki cesarstwa koszt transportu ładunku mieszczącego się na grzbiecie wielbłąda przenoszącego olibanum z południa Półwyspu nad Morze Śródziemne sięgał od 680 do 1000 denarów. Był to mniej więcej pięciokrotny roczny koszt utrzymania w Palestynie. Na południowych krańcach Półwyspu Arabskiego kadzidło uznawane jest za artykuł spożywczy. Miesza się je z ziołami i uzyskuje aromatyczne mikstury.

Plemiona semickie z Arabii Felix wymieniały je na jedwab, muślin i naczynia. Karawany transportowały olibanum, mirrę i korzenie przez Arabia Deserta do Petry i Gazy, docierając czasem nad kanion Nilu Błękitnego, krainę kurkumy, znakomitego środka przeciwzapalnego pobudzającego układ odpornościowy.

Handel mistyką

Już Pliniusz pisał, że gdy produkty te przechodziły przez ręce plemienia Nabatejczyków, pierwszej wspólnoty złożonej z pośredników handlowych, wartość ich wzrastała stukrotnie w stosunku do tej, jaką posiadały w punkcie wyjścia. Handlowali oni bowiem nie tylko towarami, ale też mistyką, nadając im aurę niezwykłości, tego efektu placebo, na który i my się dziś nabieramy, kupując produkty o iście magicznych właściwościach. Głównym ośrodkiem handlu Nabatejczyków była Petra. Jak mało kto potrafili oni wyczuwać koniunkturę.

W ten sposób tłumaczyć można ich nagłe przejście od handlu roślinami przyprawowymi do produkcji artykułów rolnych. Przetrzymywali zboże w magazynach, by w odpowiednim czasie zasypać nim rynek i czerpać zyski z suszy, plag, głodu lub inflacji. Dodatkowo, zbierając plony, zaczęli przekształcać pustynię, konstruując skomplikowane struktury służące do sztucznego nawadniania pól. Pojawiły się wówczas łapacze wilgoci, kanały i sztuczne źródła.

Ci, którzy ukształtowali zachodnią cywilizację

Nabatejczycy czerpali olbrzymie profity z miast-państw Europy Śródziemnomorskiej, podobnie jak dzisiejsze latynoamerykańskie kartele. Rzymskie elity miały obsesję na punkcie olibanum i to właśnie Rzymianie położyli kres nabatejskiemu monopolowi, podbijając Nabateę i Idumeę. Nabhan sugeruje, że to Nabatejczycy, sprawujący kontrolę nad większością światowego handlu, ukształtowali zachodnią cywilizację, wywierając również znaczny wpływ na praktyki kulinarne.

Przez morza ku Chinom

Olibanum nie było transportowane jedynie karawanami. Być może z portu Sohar nad Zatoką Omańską, starożytnej kolebki nawigacji, ekspediowano ten produkt drogą morską. Podczas dalekomorskich rejsów omańscy żeglarze zdobywali regularnie towary z Chin, napełniając ładownie pieprzem, kasją, cynamonem, kwiatem muszkatołowym, anyżem gwiazdkowym i goździkami. Chińczykom ten układ odpowiadał - nie przepadali za odległymi eskapadami, twierdząc, że „jest na morzu coś, co sprawia, iż ogarnia człeka tęsknota za domem i w ten sposób wielu już utraciło życie”.

Źródło: Shutterstock.com

Kiedy kupcy korzenni nauczyli się pokonywać Ocean Indyjski w ciągu niespełna 40 dni, niebawem opłynęli dzisiejszą Sri Lankę i prześlizgnęli się przez cieśninę Malakka. Omańskie dynastie z czasem dotarły do Zanzibaru, gdzie zetknęły się z nowymi produktami pozyskiwanymi z dziwacznych, egzotycznych roślin. Globalizacja zataczała coraz większe kręgi.

Ekspansja islamu

Stary Świat stał się wreszcie jednym, wielkim centrum handlowym. Pozostawało jedynie skonsolidować rozproszone źródła towarów w spójną sieć. Miało to miejsce wraz z rozprzestrzenianiem się islamu, kiedy następowało łączenie się szlaków tranzytowych. Świeżo nawróceni kupcy korzenni stanowili często pierwszą falę muzułmanów przejmujących kontrolę nad kolejnymi odcinkami starożytnych szlaków korzennych.

Niemal wszędzie, gdzie się zjawiali, zakładali funduqi - centra handlowe z magazynami przypraw i stajniami. Osią tego handlu stała się Mekka – miasto leżące w głębi lądu, w dużej odległości od portów, otoczona ponurymi, niegościnnymi wyżynami.

Kuchmistrze spod znaku półksiężyca

Islam stał się najbardziej dominującą potęgą ekonomiczną, łącząc odizolowane regiony i kultury. W Złotym Wieku tej religii perscy i arabscy szefowie kuchni i znawcy kulinarni wydali więcej książek kucharskich w języku arabskim, niż napisano wówczas we wszystkich pozostałych językach świata. Szerząc islam po samą pustynię Gobi, popularyzowali magiczne opowieści o niebiańskich smakach i aromatach. Chińskie dynastie okazywały nadzwyczajne zainteresowanie modą niesioną z Persji i Arabii.

Most wyobraźni między Wschodem i Zachodem został w ten sposób przerzucony. Autor sugeruje, że być może pierwsze stulecie mieszania się ze sobą pierwiastków arabskich, perskich i sogdyjskich zaowocowało większą ilością innowacji w dziedzinach sztuki, architektury, inżynierii wodnej, rolnictwa i kulinariów niż jakikolwiek inny okres w dziejach.

Otwarcie rynku

Dość napisać, że Damaszek stał się eksperymentalnym rynkiem wymiany idei, technologii i towarów. Cywilizacja islamu, podobnie jak handel ekskluzywnymi wonnościami, przestawała być jedynie domeną Arabów. Religia ta nie ograniczała już przywilejów do rodzin założycielskich z Mekki i Medyny kosztem Persów, Sogdyjczyków, Turków czy Berberów.

Ci ostatni działali w muzułmańskiej Hiszpanii, utrzymując bliskie więzi z marokańskimi krajanami. Sprowadzali piżmo z Tybetu, jedwab z Chin, a z Mauretanii - ambrę. Na przestrzeni lat wykształciły się dwie organizacje, które kontrolowały cały handel korzenny. Byli to Żydzi - Radanici oraz Karimowie, kupcy różnych narodowości.

Radanici i Karimowie

Organizacje te handlowały w zasadzie wszystkim, od złota po len, od Hiszpanii po Chiny. Radanici stanowili pomost między chrześcijańskimi a muzułmańskimi kupcami. Zaczynali od transportu piżma, kamfory, drzewa aloesowego i kasji. Wkrótce poszerzyli asortyment, włącznie z handlem uprowadzonymi w niewolę kobietami i eunuchami. Karimowie zaś rozpoczęli działalność jako pięćdziesięcioosobowa grupka kupców.

Karimskie rody sprawowały kontrolę nad większością handlu korzennego w ojczystych regionach, lecz wspólne interesy miały raczej charakter ponadnarodowy. Wkrótce dysponowali agentami, stoczniami i flotyllą od Morza Czarnego po Madagaskar i Maghreb. Dzięki agentom w Mekce, Damaszku i Bagdadzie, kontrolowali również szlaki lądowe, które rozszerzyli na Państwo Środka.

Chińska interpretacja zasad wolnego handlu

Sami Chińczycy opracowali zresztą interesującą, oficjalną politykę handlową. Zapewniali każdemu ze swych partnerów dostęp do tylko jednego portu nad Morzem Południowochińskim i dbali o to, by w każdym z krajów partnerskich cała wymiana handlowa z Chinami skupiała się w ręku jednej rodziny panującej. Rodzina ta była zresztą zobowiązana do składania daniny cesarzowi. W ten sposób, dynastia Ming zapewniła sobie monopol na obrót towarami, które trafiały do portów pod chińską kontrolą lub były z nich wywożone.

3000 lat przed Kolumbem

Lektura książki Garego Paula Nabhana uświadamia, że świat korzennej globalizacji wcale nie narodził się w 1492 roku. Uniwersum to powstało ponad 3000 lat przed epoką, którą uczeni uważają za początek zglobalizowanego, skapitalizowanego świata. W „Kuminie, kakao i karawanie" przeczytamy, że Kolumb i Vasco da Gama korzystali jedynie ze środków zgromadzonych przez sefardyjskich żydów i arabskich muzułmanów.

0

David Simon - najmądrzejszy facet w telewizji

0

„W życiu możesz opowiedzieć ograniczoną liczbę historii. Później umierasz” - mówi David Simon, jeden z najważniejszych ludzi współczesnej telewizji, a przy okazji człowiek niemal zupełnie nieznany szerszej publiczności. Twórca niepopularnych seriali, których często nie kojarzą nawet znawcy telewizji. A powinni. Bo produkcje Simona to arcydzieła udowadniające, że seriale mogą dziś nie tylko rywalizować z Hollywood, ale też tłumaczyć ludziom świat.

Kadr z filmu „Kto się odważy”
David Simon - najmądrzejszy facet w telewizji
CZYTAJ DALEJ

Odpoczynek przy serialu? Oto 7 naszych propozycji

0

Sesja na siłowni, kąpiel w pianie, książka, a może jeszcze coś innego? Wolicie relaksować się, wylewając siódme poty czy siedząc na wygodnej kanapie przed telewizorem? Jeśli należycie do tej drugiej kategorii, sprawdźcie, czy "zaliczyliście" już wszystkie seriale z naszej listy! Nie znajdziecie na niej nic przerażającego, męczącego ani, niestety, polskiego. Z radością poleciłabym "Singielkę", "Belle Epoque" albo "Lekarzy" – te produkcje miały potencjał – ale ogląda się je naprawdę źle. Z kolei świetny "Hannibal" lub któraś z części "American Horror Story" są zdecydowanie zbyt straszne. A przecież ani denerwowanie się na grę aktorską, ani oglądanie kanibalizmu i rozlewu krwi nie służą relaksowi. Chociaż… jakkolwiek to brzmi, jest od tej zasady wyjątek.

CZYTAJ DALEJ