Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Pomysł na życie w podróży

0

"Rzucił pracę w wielkiej firmie i udał się w podróż życia" - to historia, jaką w ostatnim czasie możemy usłyszeć dość często. Jednak czy jest to rzeczywiście tak proste, jak się wydaje? Rezygnacja z pracy na etacie i co dalej? O realizacji podróżniczych marzeń rozmawiamy z Wojciechem Marcem – podróżnikiem, dla którego dalekie wyprawy stały się sposobem na życie.

Archiwum prywatne
Pomysł na życie w podróży

Jakub Czajkowski: Gdzie wyruszyłeś w swoją pierwszą prawdziwą podróż?

Wojciech Marzec: To była wyprawa na Elbrus. Była to moja pierwsza wysoka góra i jeszcze wtedy nieznany mi teren. Ruszyłem tam w 2002 roku, wówczas jeszcze będąc na studiach, z grupą znajomych. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że nie byliśmy do tej wyprawy najlepiej przygotowani – nie mieliśmy zbyt dużego budżetu, sprzęt też mógłby być lepszy. Ale chcieliśmy spróbować wejść na najwyższy szczyt Europy - i udało się. Byłem bardzo zadowolony z tej wyprawy i złapałem bakcyla na dalekie wyprawy i wchodzenie na wysokie góry.

Źródło: Archiwum prywatne

Czym w takim razie stały się dla Ciebie podróże?

Wyprawy zaczęły być dla mnie sposobem na odkrywanie miejsc i kultur różniących się od tych, w których przebywam na co dzień. Ciekawi mnie, jak żyją tam ludzie, jakie krajobrazy ich otaczają, jak wyglądają ich domy i codzienne życie. Bardzo lubię to podpatrywać. Uwielbiam też dziką i nietkniętą ludzką reką przyrodę. Mniejsze znaczenie ma dla mnie to, czy jadę sam, czy z kimś, ważne jest to - gdzie jadę.

Studiowałeś na SGH, a potem od razu zacząłeś pracę w banku. To kolidowało ze swobodnym podróżowaniem?

Tak to w życiu jest, że weryfikuje ono nasze plany i marzenia. W moim przypadku po studiach musiałem wziąć się za porządną pracę, aby móc z czegoś żyć. Dotychczas byłem "wolnym strzelcem", ale musiałem w końcu ubrać się w garnitur i usiąść za biurkiem na etacie. Na jakiś czas mocno ograniczyłem podróżowanie, choć w ramach urlopu zdarzało mi się też gdzieś wyskoczyć. Udało mi się wtedy wejść na najwyższy szczyt Ameryki Północnej – McKinley, pojechałem do Patagonii i zwiedziłem Kamczatkę.

Jednak taka praca nie była tym, co chciałbym robić przez całe życie. W głowie krążyła mi myśl, żeby jednak robić coś dla siebie i być niezależnym. A że podróże mnie zawsze fascynowały, wymyśliłem, że stworzę biuro podróży specjalizujące się w "nietypowych" wyjazdach. W międzyczasie poznałem też ludzi, którzy podzielali moją pasję i też chcieli zaangażować się w taki projekt. Można powiedzieć, że praca w korporacji pozwoliła mi na wymyślenie sobie sposobu na życie.

Co zdecydowało o tym, że odszedłeś z pracy i zająłeś się tylko podróżami?

Zaczynając pracę na etacie, wiedziałem, że popracuję tak przynajmniej trzy lata. Nie powiem też, że to, co robiłem, było nieciekawe. Uczestniczyłem w różnych projektach i poznawałem różnych ludzi. Te dwa lata szybko minęły, ale myśl o tym, żeby wziąć się w garść i zacząć robić coś własnego, wciąż narastała. W końcu szalę przeważyło to, że po prostu brakowało mi czasu na realizację moich planów podróżniczych. Kiedy przed kolejnym wyjazdem okazało się, że nie dostanę urlopu, po prostu podziękowałem za współpracę.

Ale ta praca jednak pomogła Ci w dalszym życiu zawodowym, już "na swoim".

Jasne, dzięki temu że pracowałem w różnych departamentach i miałem kontakt z ciekawymi ludźmi oraz szkoleniami, mogłem rozwinąć się w tzw. sferze miękkiej. Teraz, gdy prowadzę swoją firmę, łatwiej jest mi nawiązywać i utrzymywać kontakty. Nauczyłem się też lepiej organizować swój czas i nim zarządzać, a to ma ogromne znaczenie. Czas to coś, czego nam jednak najbardziej brakuje.

Źródło: archiwum offtravel.pl

No właśnie, czasu zawsze jest za mało, ale po wystartowaniu z biurem podróży otworzyłeś jeszcze kawiarnię podróżniczą. Więc chyba jednak wiedziałeś, że i na to znajdziesz czas i siły.

Gdy myślałem o biurze podróży, marzyłem też o miejscu, gdzie można by się spotkać z uczestnikami wypraw – zaplanować coś, obejrzeć zdjęcia, powspominać. Powstał więc pomysł otworzenia knajpy o profilu podróżniczym. Miała ona być taką "bazą" w Warszawie, w której mogłyby się też odbywać inne niezależne eventy. Dogadałem się z koleżanką, której również pomysł lokalu chodził po głowie, i wspólnymi siłami otworzyliśmy kawiarnię Południk Zero. Wstrzeliliśmy się w niszę, bo nie było dotąd takiego miejsca w Warszawie. Zaczęliśmy zapraszać do nas różnych podróżników, organizować pokazy slajdów, wystawy zdjęć, promocje książek... A więc bardzo różne wydarzenia, choć skupiające się wokół podróżowania.

No tak, prowadzisz lokal, podróżujesz, ale masz jeszcze przecież dużą rodzinę i sporo podróżujecie z dziećmi...

Dzieciaki są jeszcze małe, więc nie mają wiele do gadania (śmiech). Obowiązków jest wiele i ciężko to wszystko czasem pogodzić. Ale przez to, że wszystkie rzeczy robię z ludźmi, którzy podzielają moje pasje i wspólnie działamy, zarówno w Południku Zero (www.poludnikzero.pl), jak i w biurze Offtravel (www.offtravel.pl), zawsze jest możliwość rozłożenia pracy na kilka osób. Wtedy mogę spokojnie wyjechać z rodziną na wakacje... Dotychczas udało nam się podróżować np. przez trzy miesiące po Australii. Co prawda ten wyjazd też łączyłem trochę z pracą, ale długie rodzinne wakacje się bardzo udały...

Źródło: archiwum offtravel.pl

Co poradzisz rodzicom z małymi dziećmi, którzy chcą udać się w daleką podróż?

Podróżowanie z dziećmi wcale nie jest niemożliwe, więc po pierwsze - żeby ludzie po prostu nie bali się wyjeżdżać. Według mnie powinni myśleć nie tylko o potrzebach dzieci, ale również o swoich własnych. Oczywiście w góry wysokie dzieci nie weźmiemy, ale wbrew pozorom maluchom nie bardzo robi różnicę, czy pojadą nad Bałtyk, czy na plażę Ningaloo w Australii. Skoro my mamy ochotę pojechać gdzieś daleko, to dlaczego mamy się ograniczać tylko dlatego, że mamy dzieci? Do takiego wyjazdu trzeba się dobrze przygotować, zaplanować wszystko. Na pewno to nie będzie wyjazd jak na studiach, kiedy brało się plecak i jechało z hasłem "zobaczymy, co przyniesie następny dzień". Po prostu trzeba chcieć i zebrać się na odwagę.

No właśnie, wracając do gór wysokich. Lubisz ekstremalne wyzwania, zdobyłeś najwyższe szczyty kilku kontynentów. Jakie miejsca i wyprawy jeszcze przed tobą?

Chciałbym w końcu zobaczyć Himalaje, niekoniecznie wchodząc na szczyty, tak po prostu trekkingowo. Poza tym jest jeszcze dużo miejsc na Ziemi, w których nie byłem, ale jakoś mnie tam nie ciągnie. Lubię wracać tam, gdzie mi się podobało - do miejsc, które w jakiś sposób budzą mój sentyment i które poznałem już dość dobrze. Wśród nich jest Patagonia, którą lubię przemierzać konno. Wciąż chcę też wracać do Australii i Nowej Zelandii, gdzie idealnie jest podróżować motocyklem. Stale ciągnie mnie w północne rejony – na Alaskę, do Rosji i Mongolii. To miejsca bardzo malownicze – góry, dziewicze lasy, dzikie zwierzęta i nieprzetarte szlaki.

Nie żałujesz, że postawiłeś wszystko na jedną kartę i zacząłeś robić to, co lubisz? To, czym zajmujesz się teraz, wydaje się być pracą marzeń...

To jest tak, że są lepsze i gorsze chwile, jak to w życiu. Teraz jest bardzo dobrze, choć kiedyś przychodziły chwile zwątpienia i pytanie, czy to wszystko ma sens. Jednak wygodnie było wychodzić z pracy o 17 i potem o niej nie myśleć. Od pewnego czasu jestem ciągle pod telefonem, często nawet na drugim końcu świata. Nie żałuję jednak, że podjąłem taką decyzję. Robię teraz to, co jest moją pasją

Co poradzisz tym, którzy być może stoją teraz przed takimi rozterkami jak Ty kiedyś?

Przede wszystkim trzeba wejrzeć w głąb siebie i poczuć, co chce się w życiu robić. To podstawa. Jeśli ktoś, wstając rano z łóżka, myśli "znów kolejny dzień, który zmarnuję, robiąc rzeczy, które mnie nie interesują", może to dobry moment, aby zastanowić się, co tak naprawdę go interesuje. Nie jest to oczywiście łatwe i wymaga odwagi. Jednak trzeba te przemyślenia po prostu ubrać w jakąś praktyczną koncepcję i zacząć wcielać w życie. To może być cokolwiek, byle by nas nakręcało każdego dnia. Coś, co będzie dla nas wyzwaniem i motorem działania. Bo jeśli to, co robimy zawodowo, będzie sprawiało nam przyjemność, to i życie prywatne będzie dużo fajniej wyglądało.

0

9 polskich marek modowych, które warto poznać

0

Jakością tkanin, oryginalnością projektów i dbałością o detale przewyższają popularne sieciówki. A dzięki rozsądnym cenom stanowią poważną konkurencję dla wielkich domów mody. Polskie marki, autorskie, bazujące na osobowości ich twórców, z precyzyjnie rozpisanym biznes planem, śmiało zapełniają średnią półkę. Sprawdź, które warto znać, w co zainwestować i jak je nosić.

CZYTAJ DALEJ

Wszystkie grzechy sąsiadów. Jak łatwo poradzić sobie z kłopotliwymi sytuacjami?

0

Sąsiedzi potrafią dać w kość – szczególnie gdy nie przestrzegają ciszy nocnej albo powodują poważne szkody w naszym mieszkaniu, np. w postaci zalania. Bywa również, że we wszystkich pokojach czujemy zapachy dochodzące z sąsiedniego lokum. Co wtedy? Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

Domena publiczna
Wszystkie grzechy sąsiadów. Jak łatwo poradzić sobie z kłopotliwymi sytuacjami?
CZYTAJ DALEJ