Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Otwórz się na kino Korei Południowej

2

Skoro przekonaliśmy się do smartfonów Samsunga, kimchi zdobywa popularność nie tylko wśród hipsterów, a do Gangnam Style swego czasu podrygiwali goście niejednego wesela, może przyszedł czas, aby poznać jedną z największy specjalności Korei Południowej? Mowa o tamtejszej kinematografii, która od wielu lat depcze Hollywood po piętach.

Lament mat. producenta
Otwórz się na kino Korei Południowej

Na początek trochę historii. Aby w pełni uzmysłowić sobie fenomen współczesnej kinematografii Korei Południowej, musimy cofnąć się do schyłku lat 80. Zniesiono wówczas cenzurę, a szybko postępująca liberalizacja mediów doprowadziła do zwiększenie swobody artystycznej twórców telewizyjnych i filmowych. Lata 90. przyniosły z kolei kluczowe regulacje prawne, które pozwoliły wypracować efektywny system wspierania rodzimej kinematografii przy udziale państwowych subwencji i pieniędzy z sektora prywatnego. W obliczu kolejnych sukcesów komercyjnych doszło w końcu do uznania przemysłu filmowego za strategiczną gałąź gospodarki. Co zaskakujące, do zmiany myślenia państwowych decydentów przyczynił się w dużej mierze gigantyczny sukces „Parku jurajskiego”. Film Stevena Spielberga wypracował bowiem w Republice Korei zyski równe eksportowi 1,5 mln aut Hyundaia. Za przełomowy uznaje się rok 1999 i premierę dramatu sensacyjnego „Shiri” w reżyserii Je-kyu Kanga. Pierwszy południowokoreański blockbuster powstał przy finansowym wsparciu Samsunga i przyciągnął do kin ponad sześć milionów widzów.

Dziś szacuje się, że koreańska kinematografia jest szóstym najbardziej dochodowym rynkiem filmowym świata. Dane z 2015 roku mówią o 217 milionach sprzedanych biletów i niespełna 160 nakręconych produkcjach. Co znamienne, na pierwszych miejscach rocznego zestawienia box office zazwyczaj niepodzielnie królują rodzime obrazy. Jak choćby komedia sensacyjna „Veteran”, która zarobiła w sumie ponad 92 mln dolarów, stając się trzecim najlepiej zarabiającym filmem w historii. O hegemonii tamtejszego przemysłu filmowego świadczy również ekspansja na inne rynki azjatyckie. Koreańskie kino i seriale (a zwłaszcza tzw. dramy) od lat cieszą się ogromną popularnością w Chinach, Japonii, Wietnamie, Indonezji, Arabii Saudyjskiej, a nawet ultrakonserwatywnym Iranie.

Azjatyccy twórcy osiągają często identyczny efekt jak holywoodzcy giganci, dysponując kilkakrotnie mniejszym budżetem.

Do polskiego widza kino Korei Południowej to przede wszystkim twórczość takich reżyserów jak Ki-duk Kim („Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna”, „Pusty dom”) czy Chan-wook Park („Oldboy”, „Służąca”), których filmy wielokrotnie święciły tryumfy na festiwalach w Cannes, Wenecji, Berlinie czy Wrocławiu. Jednak nie samym arthousem i kinem zemsty koreańskie kino stoi. Rozpiętość gatunkowa prezentowana przez tamtejszy rynek jest porażająca. Wśród produkowanych w Republice Korei filmów znajdują się również komedie, napakowane efektami specjalnymi akcyjniaki, epickie widowiska historyczne, thrillery, melodramaty, kino policyjne, science fiction, erotyki, ekranizacje komiksów, filmy wojenne, horrory, a nawet musicale. Ich wspólnym mianownikiem jest poziom realizacji, który w przeważającej mierze stoi na niezwykle wysokim poziomie i na krok nie ustępuje dokonaniom hollywoodzkich gigantów. Należy również podkreślić, że azjatyccy twórcy osiągają często identyczny efekt, dysponując kilkakrotnie mniejszym budżetem.

Jeśli chodzi o kino gatunkowe, to na Zachodzie, w dużej mierze za sprawą DVD i Blu-ray, największą popularność zdobyły koreańskie horrory oraz thrillery. Kilka tytułów ukazało się również w Polsce – m.in. niekonwencjonalny „The Host: Potwór”, kryminał o seryjnym mordercy „Zagadka zbrodni” czy gangsterskie „Słodko-gorzkie życie” z popularnym aktorem Byung-hun Lee w roli głównej, który od lat robi karierę w Stanach Zjednoczonych („G.I. Joe: Czas Kobry”, „Red 2” czy „Siedmiu wspaniałych”).

Oczywiście fenomen kina made in Korea nie uszedł uwadze Amerykanów. MGM, Warner Brothers czy Dreamworks od jakiegoś czasu skupują prawa do remake’ów, czego efektem są niespecjalnie udane wersje „Olboya” czy „Opowieści o dwóch siostrach”. Kilku koreańskich twórców z mniejszym lub większym powodzeniem kręci w Stanach Zjednoczonych. Park Chan-Wook wyreżyserował „Stokera” z Nicole Kidman, Bong Joon-Ho stanął za kamerą świetnie przyjętego „Snowpiercer: Arka przyszłości”, natomiast autor kultowego „Ujrzałem diabła”, Jee-woon Kim wyreżyserował „Likwidatora” z Arnoldem Schwarzeneggerem.

Jak widać na załączonym obrazku, jest co nadrabiać. Na szczęście na ekrany polskich kin coraz częściej trafiają obrazy z Półwyspu Koreańskiego, niekoniecznie należące do festiwalowego nurtu. Takie produkcje jak „Lament” czy „Zombie express” to świetna okazja, aby rozpocząć swoją przygodę z koreańskim kinem, która na pewno nie skończy się na jednym filmie.

0

Top 5: najlepsze polskie programy telewizyjne

0

Choć telewizję w Polsce oficjalnie uruchomiono w 1952 roku, dopiero lata 90. przyniosły programy telewizyjne, które rozgrzewały do czerwoności telewizory i były pretekstem do wielu gorących dyskusji, a nawet badań socjologicznych. Zobaczcie, co kiedyś oglądali wszyscy.

Domena publiczna
Top 5: najlepsze polskie programy telewizyjne
CZYTAJ DALEJ

10 gier wideo, które wciągną nawet laika

0

Jeżeli gry wideo kojarzą ci się z niezbyt wymagającą rozrywką dla nastolatków, którzy spędzają całe noce z nosem blisko ekranu, to mówiąc wprost – twoje wyobrażenia są dalekie od prawdy. Liczne badania wykazują, że przeciętny użytkownik gier elektronicznych to mężczyzna w wieku 35 lat, zaś producenci gier dostarczają zróżnicowane tytuły, które potrafią porwać do zabawy nawet największego laika.

CZYTAJ DALEJ