Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Otwórz się na anime

0

Gdy słyszymy hasło „filmy animowane”, najczęściej przychodzi nam na myśl twórczość Walta Disneya albo seriale rodzimej wytwórni Se-ma-for („Miś uszatek”) czy Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej („Reksio”, „Bolek i Lolek”). Tymczasem anime, czyli animacja japońska, pozostaje zjawiskiem często nieznanym i niezrozumianym, mimo że filmy z tej kategorii są związane z polską kulturą popularną od ponad trzech dekad.

Shutterstock.com
Otwórz się na anime

„Pszczółka Maja” i „Muminki” to seriale, których nie trzeba przedstawiać polskim widzom, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że te dwie kultowe dobranocki są dziełami japońskich animatorów, czyli podpadają pod kategorię anime. Kreskówki z Kraju Kwitnącej Wiśni są często kojarzone z brutalnością, nagością i poruszaniem tematów, których nigdy nie ujrzymy w animacjach Disneya czy Hannah-Barbery. I choć jest w tym sporo prawdy, warto spojrzeć na anime szerzej, dostrzegając zróżnicowanie gatunkowe i wartość artystyczną docenianą przez widzów z całego świata.

Trudne początki

W latach 90. polskie dzieciaki szalały na punkcie „Generała Daimosa” (walki wielkich robotów), „Kapitana Tsubasy” (serial piłkarski) czy „Czarodziejki z księżyca”, która zapoczątkowała prawdziwy boom na fascynację japońską animacją. W tamtych czasach polska telewizja nie rozpieszczała fanów anime i musiało minąć kilka ładnych lat, by kreskówki z Japonii zadomowiły się w ramówkach niektórych stacji, wypożyczalniach kaset wideo, a nawet sporadycznie gościły w kinach. Dziś, w dobie internetu, dostęp do anime jest praktycznie nieograniczony, co automatycznie przekłada się na rosnącą wiedzę na temat japońskich filmów animowanych. Mimo to produkcje tego typu są w dalszym ciągu postrzegane przez większość Polaków jako orientalna ciekawostka, a nie alternatywa dla amerykańskich kreskówek, które zdominowały zachodnią popkulturę.

Ghibli inspiruje

Anime jest u nas mało znane i nierozumiane. Myślenie o japońskiej animacji wiąże się z operowaniem szkodliwymi stereotypami, a przecież wiele filmów z dalekiej Azji jest uważanych za klasykę światowego kina i wpłynęło na twórczość amerykańskich i europejskich filmowców. Bez „Ghost in the Shell” (1995), kultowego obrazu z gatunku cyberpunk, nie mielibyśmy „Matriksa”, nie mówiąc już o nadchodzącej adaptacji ze Scarlett Johannson w roli głównej. „Akira” (1988) to nie tylko kamień milowy w historii japońskiej animacji, a przede wszystkim jeden z najwspanialszych filmów science fiction (nie tylko animowanych) w dziejach.

Anime to niezwykle bogate źródło fantastycznych doświadczeń, które dla przeciętnego widza z Europy jest świeże i zaskakujące.

Wielu filmowców z obozu Disney/Pixar mówi wprost, że twórczość japońskiego Studia Ghibli inspirowała ich do kręcenia takich przebojów jak „Toy Story” czy „Up/Odlot”. Nazwa Ghibli przeniknęła na chwilę do świadomości zachodnich widzów niezainteresowanych anime za sprawą „Spirited Away: W krainie bogów” (2001), które otrzymało Oscara dla najlepszej pełnometrażowej animacji. A to tylko jedno z arcydzieł reżysera Hayao Miyazakiego, twórcy kultowych obrazów „Mój sąsiad Totoro”, „Księżniczka Mononoke” czy „Szkarłatny pilot”. Warto też wspomnieć o serialu „Kimba – biały lew” (lata 60.), który był pierwszym kolorowym serialem anime w japońskiej telewizji i jest uważany za główną inspirację (niektórzy mówią wręcz o plagiacie) dla „Króla Lwa” Disneya.

Anime to niezwykle bogate źródło fantastycznych doświadczeń, które dla przeciętnego widza z Europy jest świeże i zaskakujące. Japońscy animatorzy często operują zupełnie innymi formami wyrazu, poruszają tematy „zarezerwowane” dla filmów aktorskich i udowadniają, że filmy animowane nie są od nich w niczym gorsze. Warto otworzyć się na anime, które bogactwem gatunkowym i tematycznym potrafi przyprawić o zawrót głowy, szczególnie gdy trafimy na popularne „tasiemce” dla nastolatków. Japońska animacja, mimo że przez wielu niedoceniana (zaledwie pięć filmów anime było nominowanych do Oscara i tylko jeden otrzymał tę nagrodę) i bagatelizowana, to ważny element światowej popkultury, bez którego zachodnia animacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

0

3 najbardziej wpływowe polskie blogerki modowe

0

Jeszcze 10 lat temu słowo "blogerka" wymawiane na głos brzmiało dziwnie, a cała gama zajęć, które się za nim kryją, nie była traktowana jak dobrze płatny zawód. Dziś jest zupełnie inaczej, choć, jak w każdej branży, tak i w świecie blogerów są ci, którzy odnieśli oszałamiający sukces, oraz ci, którzy mają niewielkie grono czytelników. Ci, którzy uchodzą za gwiazdy, i ci, których prawdziwych nazwisk nikomu nie chce się zapamiętywać. Czy wśród polskich blogerek zajmujących się modą są dziewczyny, które zrobiły karierę w stylu "od pucybuta do milionera" - dokładnie taką, jaka przypadła w udziale najbardziej znanej blogerce świata?

Unsplash
3 najbardziej wpływowe polskie blogerki modowe
CZYTAJ DALEJ

Znasz te produkcje? Błyskawicznie poprawią ci humor

0

W zalewie telewizyjnych produkcji nie mamy szansy oglądać wszystkiego. Musimy ograniczać się do kilku seriali, zazwyczaj tych cieszących się największą popularnością. Głównie są to wysokobudżetowe serie w stylu „Gry o tron” lub trwające po kilkadziesiąt minut kryminały, dramaty i obyczajowe historie. Komediowe produkcje rzadko zajmują czołowe miejsca w zestawieniach. A co dopiero te, w których dodatkowo nie brakuje absurdalnych sytuacji, dosadnych żartów czy balansowania na granicy dobrego smaku. Niepoważne seriale mają jednak wiele do zaoferowania. Dlaczego warto je oglądać? Jeżeli do tej pory stroniłeś od śledzenia takich produkcji, żałuj, bo to najszybszy sposób na poprawę humoru, zrelaksowanie się i odreagowanie codziennych zmartwień. Nie zajmą ci też wiele czasu, bo ich odcinki są zazwyczaj krótkie i trwają mniej niż 30 minut. Niepoważne seriale nie dbają o poprawność polityczną. W nich żartuje się ze wszystkiego, a przedstawione wydarzenia często odnoszą się do tego, co naprawdę dzieje się na świecie. Oglądaj je więc, jeśli chcesz być na czasie. Prezentowany na ekranie świat poddany jest ostrej satyrze. Bezkarnie obnażana jest głupota i absurdy współczesnej kultury, społeczeństw oraz polityki. Często to projekcje naszych spostrzeżeń i opinii, których normalnie nikt głośno by nie wypowiedział. Twórcy takich produkcji nie mają jednak przed niczym oporów. Oto lista niepoważnych seriali, na które warto się otworzyć. Sprawdź, dlaczego trudno się od nich oderwać.

CZYTAJ DALEJ