Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Nie kupuj – adoptuj!

39

Dla wielu psów przebywających w schroniskach adopcja jest jedyną szansą na znalezienie normalnego, kochającego domu. O blaskach i cieniach przygarnięcia psa rozmawiamy z Adamem Polakiem, założycielem fanpage'a i strony "Nie kupuj – Adoptuj!".

W Polsce kuleje pomoc bezdomnym zwierzętom. Są tacy, którzy chcą to zmienić. Fot. Shutterstock
Nie kupuj – adoptuj!

Michał Leszczyński: Dlaczego warto adoptować psa zamiast go kupować?
Adam Polak: Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Psy, które przebywają w tej chwili w schroniskach, przytuliskach lub punktach przetrzymań, nie różnią się niczym od psa naszego sąsiada, kumpla lub szefa. Tak samo potrzebują opieki, miłości i poczucia bezpieczeństwa.

Niestety w Polsce kuleją jeszcze projekty pomocy bezdomnym zwierzętom. Prowadzą je zazwyczaj fundacje lub stowarzyszenia, które nie mają środków ani pomysłów na promowanie idei adopcji. Dlatego tak wiele psów jest bezdomnych. Naszą misją jest edukowanie ludzi, że psy ze schronisk nas potrzebują. Nie tylko jako potencjalnych opiekunów, ale także jako wolontariuszy, którzy ofiarują im choć jeden spacer w tygodniu, bo ciepła buda i pełna miska to wciąż za mało.

Na co muszą być przygotowane osoby, które chcą adoptować psa?
Najważniejsza jest świadomość podejmowanej decyzji. Trzeba wiedzieć, że pojawienie się zwierzaka zmieni całkowicie nasze życie. Jeśli decyzja o adopcji psa będzie emocjonalna, nieprzemyślana, to straci na tym tylko zwierzę, które będzie musiało prędzej czy później wrócić do schroniska. Myśląc o adopcji psa, trzeba zadać sobie trzy podstawowe pytania

Pierwsze: po co jest mi pies? – to fundamentalne pytanie, ponieważ odpowiadając na nie, możemy określić, jaki pies pasuje do naszego trybu życia, czego będzie od nas oczekiwał. Jeśli chcemy mieć zwierzaka po to, żeby przytulać się do niego na kanapie, to pracownicy schroniska wybiorą do takiego domu "leniwego kanapowca". Jeśli jednak marzy nam się bieganie z psem, piesze wycieczki lub inne sporty – wtedy kandydaci będą zupełnie inni. To bardzo ważne dlatego, że nieodpowiednie dobranie psa może spowodować, że przyjemność z posiadania zwierzaka zamieni się w koszmar i dla opiekuna, i dla samego zwierzaka.

Drugie pytanie: czy stać mnie na psa? Nie ma psa, który jest tani w utrzymaniu. Zwierzak musi dostawać odpowiednio zbilansowany posiłek, każdego roku trzeba go zaszczepić, odrobaczyć i zabezpieczyć przeciwko kleszczom. Sama wyprawka dla pupila kosztuje ok. 600 zł (zapas karmy, posłanie, miski, obroża, smycz, obroża przeciw kleszczom, adresatka itp.). Dodatkowo psy, tak jak ludzie, chorują. Leczenie zwykłej biegunki u pupila kosztuje kilkaset złotych, nie wspominając o poważnych chorobach, na jakie mogą zachorować zwierzaki, które spędziły większość życia w kiepskich warunkach atmosferycznych, karmione niskiej jakości karmą. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze koszty ewentualnej opieki podczas wyjazdów na wakacje, ferie lub święta. Nie wszędzie można zabrać ze sobą zwierzaka i z tym również trzeba się liczyć. Niestety w Polsce w okresie wakacyjno-świątecznym do schronisk trafia najwięcej psów. Ludzie wyjeżdżają, nie mają co zrobić ze zwierzakiem i wyrzucają go na ulicę lub zostawiają w lesie.

I wreszcie trzecie pytanie, które powinien sobie zadać każdy, kto myśli o przygarnięciu zwierzaka: czy będę miał czas dla psa? Uświadamiamy ludziom bardzo często, że opieka nad pupilem to nie tylko spacerki w ciepłe słoneczne dni, ale też obowiązek, który częściowo zmieni nasze życie, a już na pewno wpłynie na harmonogram dnia. Pies musi wyjść na spacer min. 3 razy dziennie, żeby załatwić swoje potrzeby. Nie tylko te fizjologiczne, ale też psychiczne. Potrzebuje kontaktu z różnymi bodźcami. Większość problemów, takich jak niszczenie mebli lub wycie, bierze się stąd, że opiekun nie ma czasu zaspokoić potrzeb zwierzaka.

O tym trzeba mówić głośno, ponieważ wiele osób podejmuje decyzję o adopcji psa, kierując się emocjami, a później zwraca zwierzaka bo: zachorował, sika w domu lub zniszczył fotel.

Czy osoby, które chcą dokonać adopcji, są poddawane weryfikacji?
W większości schronisk każdy potencjalny opiekun jest weryfikowany przez pracowników. Proszony jest o wypełnienie ankiety przedadopcyjnej, a w niektórych przypadkach przeprowadzana jest nawet wizyta w domu przyszłego opiekuna. Spotkałem się z sytuacją, kiedy nie chciano mi wydać psa i nikt nie potrafił nawet wytłumaczyć dlaczego. Oczywiście później wszystko się wyjaśniło, ale krąży opinia, że te procedury są wręcz zbyt skomplikowane. Moim zdaniem jednak lepiej, żeby funkcjonowała rzetelna weryfikacja, niż żeby schroniska wydawały ludziom psy na zawołanie, co niestety się jeszcze czasami zdarza, a później psiaki kończą na ulicy.

Ideą skomplikowanej weryfikacji jest uświadamianie ludziom, że "słodkie labradorki" z telewizji to żywe istoty, że szczeniak biegający w reklamie za papierem toaletowym, poza tym że będzie wyglądał uroczo, zasika pół mieszkania, zanim nauczy się załatwiać potrzeby na zewnątrz. A ten papier toaletowy zamieni w konfetti rozproszone po całym domu. Pracownicy i wolontariusze schroniska znają swoich podopiecznych bardzo dobrze. Wiedzą, jak zachowują się w różnych sytuacjach, jaki mają stosunek do innych zwierząt, dzieci, czy ciągną na smyczy. A przede wszystkim - jakie mają potrzeby. Dzięki temu mogą wskazać potencjalnym opiekunom odpowiedniego kandydata.

Jeździmy do różnych schronisk w całej Polsce. Byliśmy m.in. w Toruniu, gdzie funkcjonuje świetnie zarządzane schronisko, które ma podpisaną umowę z fundacją zajmującą się adopcjami psów w typie rasy husky. Niestety, w każdym schronisku przebywa od kilku do kilkunastu psiaków tej rasy. Ludzie zakochują się w ich pięknych niebieskich oczach, a nie zdają sobie sprawy z tego, że to pies zaprzęgowy, potrzebuje się wybiegać i trzy spacery w ciągu dnia nie zaspokoją jego potrzeb. W konsekwencji zamyka się je w mieszkaniach na 9 godzin, a one wyją, niszczą, kopią doły w ogrodzie lub uciekają, próbując powiedzieć swoim opiekunom: "Hej! Nudzę się, potrzebuję więcej ruchu!". Dlatego w Toruniu każda osoba, która chce adoptować takiego psiaka, przechodzi trochę inną procedurę adopcyjną. Tłumaczy się jej, na czym polega opieka nad psem w typie tej rasy, i weryfikuje, czy to chwilowy kaprys, czy świadoma decyzja.

Jak narodził się pomysł na projekt "Nie kupuj – adoptuj"?
Chciałem kupić psa. Miałem już nawet wpłaconą zaliczkę. Przez przypadek, jakieś dwa tygodnie wcześniej, pojechałem ze znajomą do schroniska, żeby pomóc jej przywieźć zwierzaka, którego adoptowała. Zobaczyłem, jak to wygląda, i wtedy trafiło do mnie, że choć psa chciałem mieć od dawna, to do tej pory nic nie wiedziałem o schroniskach. Jako osoba pracująca w mediach, non stop siedząca na Facebooku ze względu na pracę, często dostawałem ogłoszenia typu "adoptuj biednego pieska", ale nigdy nie wiedziałem, co się za tym kryje.

I tak się narodziła nasza idea. Na początku miał to być mały profil w social mediach pokazujący, jak wygląda życie z adoptowanym psiakiem. Z czasem zaczęło się to rozrastać, powstała strona internetowa, a teraz nasze psy są gwiazdami Internetu (śmiech).

Najbardziej zapadający w pamięć sukces inicjatywy "Nie kupuj – adoptuj"?
Naszym największym sukcesem jest każdy pies, który dzięki naszym działaniom trafił do swojego domu. Przyjęliśmy taki sposób działania, że nie publikujemy nigdy ogłoszeń dla zwierząt, które nie są bezpośrednio pod naszą opieką. Jeśli zamieszczamy na naszym portalu ogłoszenie adopcyjne, to znaczy, że jest to pies, którego poznaliśmy, znamy jego potrzeby i wiemy, do jakiego domu powinien trafić. Sami przeprowadzamy procedurę adopcyjną i towarzyszymy nowym opiekunom w dniu odbioru psa ze schroniska. To dla nas ogromna satysfakcja móc poznać ludzi, którzy zdecydowali się bezinteresownie zmienić świat jednemu z potrzebujących psiaków.

Uczymy ludzi świadomej adopcji. Pokazujemy nie tylko słodkie zdjęcia. Czasami piszemy: "patrzcie, całe wakacje nieaktualne, bo pies zachorował i trzeba wydać kilka tysięcy na jego leczenie. Bierzcie to również pod uwagę!". Poruszamy trudne tematy, np. zostawiania psa pod sklepem czy niesprzątania po pupilu.

Do tej pory udało nam się wysłać do nowych domów około dziesięciu psów nie tylko w Polsce, ale też za granicą, ponieważ pomagaliśmy w adopcji ludziom z Wielkiej Brytanii i z Niemiec. Od dobrania odpowiedniego kandydata po przejście przez procedurę adopcyjną i załatwienie niezbędnych dokumentów, np. paszportu. Były to psy trudne, stare, chore, zagłodzone lub po przejściach. Dzięki temu, że poznaliśmy opiekunów osobiście, mamy stuprocentową gwarancję, że psiaki trafiły do ludzi, którzy nie pozwolą, by kiedykolwiek stała im się krzywda. Te psy mają teraz swoich opiekunów, swoje miejsce – to jest nasz największy sukces.

0

Czy kobiety są bardziej otwarte niż mężczyźni?

0

W marcu 2017 r. 258 osób zdobyło się na odwagę i złożyło z nami swoją "Deklarację otwartości". Badanie zostało zrealizowane przez firmę NEUROHM metodą BIOCODE, która poza deklaracjami badanych sprawdza też emocjonalną pewność ich odpowiedzi. Wśród tych osób znalazło się 63 proc. kobiet i 37 proc. mężczyzn. Ponad 50 proc. grupy stanowiły osoby zamieszkujące miasta powyżej 200 tys. mieszkańców, a prawie 70 proc. miało wyższe wykształcenie. Badani udzielali odpowiedzi na pytania w czterech obszarach: otwartość na siebie, otwartość na najbliższych, otwartość na społeczeństwo oraz otwartość na design i technologię.

Materiały prasowe
Czy kobiety są bardziej otwarte niż mężczyźni?
CZYTAJ DALEJ

Zapomnij o stereotypach. One udowadniają, że sukces może odnieść każdy

0

Dobry pomysł to początek. Potem trzeba zderzyć się z rzeczywistością. A założyć własny biznes nie jest łatwo. Te kobiety udowadniają, że ciężką pracą można zajść naprawdę daleko. Wystarczy otworzyć się na wyzwania.

deklaracjaotwartosci.pl
Zapomnij o stereotypach. One udowadniają, że sukces może odnieść każdy
CZYTAJ DALEJ