Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Kultowe polskie marki wracają na salony

0

Odwołanie do sentymentu klientów i zakupowego patriotyzmu może być dobrym punktem wyjścia. Jednak renesans polskich marek pokazuje, że do sukcesu trzeba czegoś więcej.

Ćmielów Design Studio
Kultowe polskie marki wracają na salony

Rozpoznawalna, ugruntowana od pokoleń marka to skarb. Ta zasada dotyczy nie tylko paryskich projektantów mody czy szwajcarskich zegarmistrzów, ale też lokalnego rynku. Paradoksalnie na przełomie XX i XXI wieku rodzime pochodzenie marki wydawało się w Polsce raczej obciążeniem niż atutem. Jednym z efektów transformacji lat 90. był nagły dostęp do pożądanych zachodnich towarów. Wyroby miejscowych wytwórni wydawały się przy nich brzydkie, niezgrabne i staroświeckie. Gorsze. To przekonanie o wyższości zagranicznych produktów jest żywe do dziś, przynajmniej w niektórych dziedzinach – w końcu od lat nie słabnie upodobanie do popularnej chemii z Niemiec.

Nowe kolory

Wiele zależy od branży. Polacy od lat są przywiązani np. do wyprodukowanej w kraju żywności. W innych sferach wiele zmieniło się w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Główną przyczyną zmian był przesyt produktami masowymi, zestandaryzowanymi. Pod koniec lat 90. w działach dziecięcych księgarni królowały "disneje" z Myszką Miki i kuzynami. Dziś obok nich można znaleźć książki nowego pokolenia polskich ilustratorów wydawane przez niewielkie oficyny. A także książki znane obecnym trzydziesto- czy czterdziestolatkom z dzieciństwa.

W serii "Mistrzowie ilustracji" Wydawnictwa Dwie Siostry ukazują się kolejne kolorowe tomiki z ilustracjami Eryka Lipińskiego, Zbigniewa Rychlickiego i innych znakomitych grafików. O zainteresowaniu tymi książkami zadecydowały pewnie na równi ich jakość i sentyment współczesnych rodziców.

Źródło: Materiały prasowe

Sentyment można zresztą wykorzystać z mniejszym lub większym sukcesem. Po nazwę i sławę poczciwej Syrenki sięgają projektanci wozów sportowych i elektrycznych aut przyszłości (AK Motors). Na razie większość z prób kończyła się na wizualizacjach, ale pomysł wciąż powraca. Ciekawe, że ten samochód przed laty pogardliwie przezywany "skarpetą" i znany z zawodności budzi tak pozytywne emocje.

Na podobny efekt liczyli też zapewne marketingowcy z firmy Wojas, wypuszczając na rynek nową wersję Relaksów. Znacznie bardziej efektowną i dopracowaną od pierwowzoru, a więc i odpowiednio droższą. Najwyraźniej zbyt kosztowną, by mogły stać się czymś więcej niż ciekawostką.

Kruche cacka

Znacznie bardziej interesująco wygląda sytuacja wytwórni ceramiki. Polskie Fabryki Porcelany Ćmielów i Chodzież powstały w wyniku połączenia dwóch niezależnych dawniej spółek. Zakłady chlubią się długą tradycją, w przypadku Ćmielowa sięgającą końca XVIII wieku. Z drugiej strony, firma dba o unowocześnienie oferty. Twarzą marki jest ceramik Marek Cecuła, prowadzący od 2013 roku pracownię Ćmielów Design Studio.

W Ćmielowie działa również druga Fabryka Porcelany AS Ćmielów, kontynuująca tradycje wytwórni porcelany Świt. Zajmuje się ona odtwarzaniem i ręczną produkcją wyrobów zaprojektowanych w latach 50. i 60. XX wieku, uwielbianych przez kolekcjonerów. Naczynia z tego okresu miały awangardową formę i dekorację, ich fotografie reprodukowane są w albumach o polskim wzornictwie i cieszą się zainteresowaniem kolekcjonerów. Zbieracze polują też na słynne ćmielowskie figurki. Dekadę temu ich ceny poszybowały w górę, przy okazji zwracając uwagę na inne wyroby wytwórni.

Fala zainteresowania polskim wzornictwem z ubiegłego wieku została umiejętnie wykorzystana. Dawne modele są obecnie znów produkowane. Co więcej, odtworzono recepturę charakterystycznej różowej porcelany. Pastelowy odcień różu i lśniące czerepy ozdobnych naczyń są dalekie od wciąż modnego minimalizmu. Mogą się wręcz wydawać staroświeckie. Z drugiej strony, firmie udało się stworzyć wyrazisty produkt: jest skojarzenie z luksusem (kolor uzyskiwany jest przez dodanie związków złota), jest historia (zaginiona receptura przedwojennego wynalazcy), a wreszcie element wyjątkowości (jedyna europejska wytwórnia wytwarzająca taką porcelanę).

Mimo wysokich kosztów związanych z wprowadzeniem wzorów – zwłaszcza nowych form naczyń – polskie wytwórnie zaczęły współpracować ze znanymi projektantami. To sposób na odświeżenie oferty, ale też wizerunku. Nawet jeśli nowe projekty są tylko jednostkowymi prototypami, mogą okazać się cenną promocją.

Manufaktura Bolesławiec zaprosiła do współpracy Oskara Ziętę, laureata prestiżowej Red Dot Design Award i projektanta pneumatycznych mebli z blachy.

Z kolei dla wałbrzyskiej Porcelany Kristoff pracowała m.in. Maria Jeglińska. Ta młoda (rocznik 1983), ale doświadczona designerka chętnie eksperymentuje z przedmiotami wielofunkcyjnymi, nadającymi się do przebudowania i ukształtowania w inny sposób. Cechy to rzadko kojarzone z tradycyjną ceramiką i rzeczywiście wałbrzyski projekt ograniczał się do dekoracji. W każdym razie powstała jednak seria obiektów sygnowanych nazwiskiem autorki, a więc także przedmiot kolekcjonerski. Zbieracze mają zresztą dostęp także do wyrobów małych wytwórni, niekiedy jedno- albo kilkusobowych warsztatów zakładanych przez artystów i designerów.

To dążenie do poszerzenia oferty, nadania produktom piętna indywidualności, a czasem także magii znanego nazwiska to najwyraźniej jeden z elementów, które dały polskiej ceramice nowy oddech. I najwyraźniej klienci to kupują.

0

Polskie fit rewolucjonistki. One zmieniły się nie do poznania

0

Niektóre schudły nawet 70 kg i dokonały fit rewolucji. Nam opowiadają, jak im się to udało. Agnieszka Czerwińska obiecała umierającej mamie, że schudnie i zadba o zdrowie, a Aleksandra Rożnowska najpierw pozbyła się 20 pociążowych kilogramów, a potem pomogła tysiącom mam w całej Polsce odzyskać formę po porodzie.

Agnieszka Rożnowska East News
Polskie fit rewolucjonistki. One zmieniły się nie do poznania
CZYTAJ DALEJ

YouTube – telewizja pokolenia naszych dzieci

0

Największy na świecie portal z wideo, czyli YouTube, to już nieodłączna część naszego życia. Po niego sięgamy, gdy chcemy puścić dziecku bajkę na życzenie. Tam zobaczymy zwiastuny nowych filmów, poradniki kucharskie. Tam również zajrzymy, żeby zobaczyć test produktu czy instrukcję wykonania dowolnej czynności - od wiązania krawata, przez szkolny eksperyment, po instrukcje ogrodnicze. Dla młodszego pokolenia to jednak tylko wycinek tego, co oferuje YouTube.

Shutterstock.com
YouTube – telewizja pokolenia naszych dzieci
CZYTAJ DALEJ