Facebook Instagram
Facebook Instagram
Partner:

Dryfujące domy to tylko kwestia czasu? Już powstają w Dubaju

0

Mają być duże, bogato wyposażone i częściowo zanurzone w wodzie. Nie chodzi wcale o luksusowe jachty, lecz domy stojące w wodzie. Oczywiście, aby nie było zbyt łatwo, bez żadnych podpór. Domy mają się unosić na morzu – część pomieszczeń ma znajdować się nad powierzchnią wody, a część pod nią.

Podwodna, przeszklona sypialnia w domu, który dryfuje na morzu? Na takie luksusy stać tylko milionerów. Fot. THOE DUBAI
Dryfujące domy to tylko kwestia czasu? Już powstają w Dubaju

Dryfujące wille kosztują majątek, ale bogacze są w stanie zapłacić wiele, by tylko mieć coś, czym nie może się pochwalić nikt inny. Nic więc dziwnego, że firma, która zamierza wybudować wille w okolicach Dubaju, zarobiła miliony dolarów, oferując wyłącznie pomysł. W 2016 roku udało jej się stworzyć willę pokazową i sprzedać kolejne projekty z cyklu "The Floating Seahorse", czyli "Dryfujący konik morski".

Świat rozrywek niczym z filmu science fiction

Za pomysłem na dryfujące domy stoi firma Kleindienst, która jest właścicielem obszaru nazwanego "Serce Europy". Składa się on z sześciu sztucznie utworzonych wysp, które mają zawierać wszystko, co najlepsze w wielu europejskich krajach. To tylko niewielki fragment dużego archipelagu odzwierciedlającego mapę świata.

I tak wyspa Szwecja dostarcza turystom szwedzkich rozrywek w klimacie bardzo różniącym się od oryginalnego. Poza luksusowymi kurortami i drinkami z palemkami obiecuje niezapomniane doznania z obcowania ze szwedzkimi filmami, kulturą i sztuką. Pozostałe wyspy to: St Petersburg, Niemcy, Monako, Szwajcaria i Środkowa Europa łącząca uroki Skandynawii, Włoch, Francji, Hiszpanii i innych europejskich państw niemających własnych wysepek.

Gdy na stronie internetowej promującej przedsięwzięcie czyta się opisy poszczególnych wysp i serwowanych tam rozrywek, można odnieść wrażenie, że płacąc za wypoczynek, przenosimy się do zupełnie innego świata. Tymczasem wyspy są oddalone zaledwie o 4 kilometry od linii brzegowej Dubaju, czyli jak najbardziej dostępne.

Wyspy, dryfujące domy i co jeszcze? Sterowanie klimatem!

Firma pochodząca z Austrii i Węgier prężnie działa w Dubaju. Nigdzie indziej ich fantastyczne pomysły nie znalazłyby miejsca na realizację, nie mówiąc o inwestorach i klientach. Czego póki co nie ma nigdzie, bo i wyspy, i dryfujące domy są jeszcze w budowie.

W okolicy Dubaju Kleindienst tworzy wcześniej wspomniane wyspy inspirowane krajami Europy, ale również wyjątkowy ośrodek - Dryfującą Wenecję. Będzie się on składał z kompleksów hoteli, restauracji, sklepów, barów. Pomiędzy nimi, w kanałach, na turystów będą czekały gondole. Uroczo? Owszem, ale czy upał pozwoli na korzystanie z rozrywek?
Jak wiadomo, klimat europejski i klimat Zjednoczonych Emiratów Arabskich znacznie się od siebie różnią. Podczas gdy latem we Włoszech turyści mogą swobodnie spacerować po ulicach, bo temperatura sięga 25-30 stopni Celsjusza, w Dubaju jest to niemożliwe. 50 stopni oznacza przebywanie w klimatyzowanych centrach handlowych i hotelach, a nie na świeżym powietrzu. Na sztucznych wyspach zadbano i o to – turyści, którzy wydadzą majątek na zwiedzanie Niemiec albo Szwajcarii, będą mogli poczuć na skórze nie palące gorąco, ale przyjemne ciepło, a nawet deszcz. Aby im to zapewnić, na wyspach kontroluje się klimat, przynajmniej na części sztucznych terenów. Brzmi coraz bardziej jak z filmu science fiction?

Rafa w ogródku, ryby za oknem

Wróćmy jednak do dryfujących domów. Już w Dryfującej Wenecji będzie można przebywać w obiektach częściowo usytuowanych pod wodą – restauracje z widokiem na podmorską florę i faunę na pewno zapełnią się klientami.
W "Dryfującym koniku morskim" przepiękne widoki właściciele będą mieć na własność. Wille składają się bowiem z trzech kondygnacji. Podwodna sypialnia sąsiaduje z podwodną łazienką, nad nimi znajdują się salon, jadalnia i kuchnia, a na samej górze taras. Wielbiciele kąpieli w promieniach słońca będą mogli albo zejść z domu prosto do morza, albo pluskać się w jacuzzi znajdującym się na dachu.

Projektanci budynku zadbali o to, by był piękny – zbudowany częściowo ze szkła sprawia, że dom jest otwarty na wszystko, co dzieje się pod wodą. Z sypialnianego łóżka można obserwować morskie stworzenia, pokój jest przepełniony zielonkawą i niebieską poświatą. Z kolei z pomieszczeń usytuowanych na górze można podziwiać zabudowę sztucznych wysp.
Twórcy projektu nie zapomnieli o ekologii. Jego nazwa pochodzi od tego właśnie celu. Każdy "Dryfujący konik morski" ma posiadać bowiem podwodny "ogródek” z rafy koralowej. Wszystko po to, by zapewnić schronienie dla koników morskich i zadbać o podwodny ekosystem. Budowa sztucznego archipelagu prawdopodobnie bardzo zaburzyła równowagę. Czy stworzenie kilkudziesięciu lub nawet kilkuset niedużych raf pomoże konikom i innym stworzeniom? Czy miliarderów kupujących dryfujące domy w ogóle to interesuje?

Co z wnętrzem dryfującego domu? Wybór jest ograniczony

Zbudowanie domu unoszącego się na wodzie to wyzwanie dla inżynierów. Aby wszystko działało prawidłowo, należy liczyć się między innymi z rozmiarem willi. Domy mają około 370 metrów kwadratowych, są wyposażone w spore tarasy widokowe. Jednak nawet najbogatsi nie mogą samodzielnie zadecydować o urządzeniu pomieszczeń, za które płacą miliony dolarów (około 12 ln dol. za dom). Wybór podłóg, mebli i sprzętów jest spory, jednak ograniczony.

W tworzenie projektu zaangażowano ponad 200 specjalistów z 25 państw, pokazowy dom waży 188 ton, powierzchnia umiejscowiona pod wodą ma 25 metrów kwadratowych, a podwodny taras - 46 metrów kwadratowych. Pierwszy z kilkudziesięciu domów dryfuje w pobliżu Niemiec (oczywiście chodzi o wyspę przy Dubaju) i można go oglądać od marca tego roku. Unoszące się na morzu wille wciąż są w sprzedaży.

Jak wam się podobają te letniskowe domki przyszłości?

0

Z tamtych lat… Warszawskie perły architektury, które możemy zobaczyć już tylko na zdjęciach

0

Budziły zdumienie. W czasach budowy często wyglądały obco, bo wyprzedzały epokę. Powoli jednak wrastały w warszawski krajobraz, aż przestało się je zauważać. I tylko jeszcze jakiś cudzoziemiec zachwycił się nimi: detalami, stylem, elegancją, śmiałą myślą architektoniczną. Wiele z tych pereł już nie ma. Niektóre pokonał czas, inne zniszczyliśmy sami. Czym wówczas uwodziły, możemy dziś zobaczyć tylko fotografiach.

Zburzone perły warszawskiej architektury były chlubą stolicy w latach przedwojennych. Fot. Domena publiczna
Z tamtych lat… Warszawskie perły architektury, które możemy zobaczyć już tylko na zdjęciach
CZYTAJ DALEJ

Polski efekt Bilbao, czyli jak Bydgoszcz na nowo pokochała rzekę

0

Czym jest rzeka w mieście? Możemy potraktować ją jak intruza, który rozcina swoim nurtem żywą tkankę miejskiego organizmu. Możemy – jak w wielu polskich miastach – zabetonować ją, zakryć i schować pod ziemią. Ale możemy również uznać ją za przyjaciela i sprzymierzeńca. A jeśli ktoś zapyta „po co?”, niech odwiedzi Bydgoszcz, gdzie odpowiedź zobaczy na własne oczy.

Depositphotos
Polski efekt Bilbao, czyli jak Bydgoszcz na nowo pokochała rzekę
CZYTAJ DALEJ